wtorek, 21 lipca 2015

55. Provoked

min 20 komentarzy = rozdział

Ponownie przerzuciłam wzrok na Jason'a; złapał moje spojrzenie i przyłożył swój palec do ust.

Co on robi? Nawet nie próbuje wydostać swojej drugiej ręki tylko z powrotem zamyka się w mankietach.

-Tej McCann! Śpisz tam?- wykrzyknął nagle Cole przez co podskoczyłam. Moje oczy rozszerzyły się, gdy uświadomiłam sobie, że zaraz się odwróci i zobaczy co tu się dzieję.

-AŁ!- jęknęłam krzywiąc twarz i starając się objąć mój brzuch z bólu, ale oczywiście nie mogłam, bo miałam związane ręce.

Tak na prawdę to nie byłam obolała, chciałam po prostu odwrócić jego uwagę od Jason'a......i zadziałało.

Nie jestem pewna co chce zrobić, ale pogodzę się z tym tak czy inaczej.

Mówił coś o posiadaniu doświadczenia z rzeczami tego typu, więc....myślę, że najlepszą rzeczą będzie po prostu pójście w jego ślady i robić to, tak jak on.

-Aw, boli?- zagruchał Cole jadąc palcami po moich cięciach w tym samym czasie krzywiąc się. Prychnęłam niemal niewidocznie, to był najbardziej udawany grymas, jakiego kiedykolwiek widziałam.

-Po prostu się zamknij,- przewróciłam oczami, potajemnie mając nadzieję, że się pośpieszy i wkrótce weźmie te ręce ze mnie.

Tym razem syknęłam z prawdziwego bólu, kiedy wbił palce w moją ranę. -Przestań,- wydyszałam kuląc się, ale odpowiedział poprzez wbicie ich jeszcze głębiej.

-Jason, zrób coś żeby przestał,- płakałam, z bólu ściskając powieki. Wbił palce jeszcze głębiej w mój brzuch, na co krzyknęłam.

-Ej!- krzyknął Jason sprawiając, że Cole wycofał paznokcie z moich ran. Odetchnęłam, gdy odsunął się i próbowałam zignorować ten fakt, że teraz cały brzuch mnie kłuł.

Patrząc wzwyż, zauważyłam, że Jason z powrotem był w swojej wcześniejszej pozycji. Wyglądało tak, jakby nigdy nie wydostał się z tych mankietów.

-O co chodzi?- zapytał niewinnie Cole.

-Oh pomińmy te bzdury, myślę, że wszyscy możemy sobie poradzić bez tego,- warknął Jason patrząc na niego z niesmakiem.

-Jesteś całkowitą cipą biorąc się za dziewczynę, bo za bardzo boisz się zabrać za kogoś twoich rozmiarów!-

Cole pokręcił głową podśmiewając się, -Tani tekst McCann, nawet dla ciebie,- śmiał się zanim ponownie wrócił na mnie uwagę.

Opuściłam wzrok na podłogę, nie chcąc godzić się z niczym co prawdopodobnie miało teraz wyjść z jego ust.

-Więc to prawda, co Henry powiedział, tuż przed tym jak złamał szyję spadając ze schodów, które przygotowałeś z myślą o tym, że ja z nich spadnę. Myślę, że już teraz nie masz nikogo. Nie, że ktokolwiek ciebie lubił w każdym razie....- przerwał wzruszając ramionami.

Cwaniacki uśmieszek powoli wkraczał na jego twarzy, gdy obserwował jak Cole się napiął.

-Zawsze byłeś najgorszy, zawsze popełniałeś błędy, nigdy nie robiłeś niczego dobrze,-

Patrzyłam z podziwem na to, jak bardzo to do niego docierało. Brał głębokie oddechy, aby się uspokoić.

-O co chodzi?- Jason przechylił głowę na bok, naśladując poprzednią postawę Cole'a.

Znam to dobrze, Jason, robi tak, aby sprawić, że ktoś kto lubi kontrolę poczuł się jakby był poza nią, doprowadza ich to do szaleństwa i czasami nie mogą kontrolować swoich działań, które z tego wychodzą.

Ale dlaczego on go prowokuje? Co chce tym uzyskać?

Jak Cole zacisnął pięści i powoli obrócił się, aby wysłać groźne spojrzenie Jason'owi, ten czekał cierpliwie na jakąkolwiek reakcję, zrozumiałam już.

-Nadszedł czas, pogódź się z tym...- stwierdził w stronę Cole'a.

-Z czym mam się pogodzić?- Cole syknął w odpowiedzi robiąc krok do przodu.

Jason zauważył to i nie ukrywał poczucia satysfakcji, gdy z powodzeniem ciągnął go do siebie w miejsce, gdzie chciał, aby się znalazł.

Jason spojrzał na mnie przez ułamek sekundy, na co dałam mu lekkie skinienie głową w zgodzie na to co robił. Odesłał mi znany uśmieszek i zwrócił się ponownie do Cole'a.

-Pogódź się z faktem, że zawsze będziesz nieudacznikiem, nie ważne co zrobisz. I nigdy nie będziesz zaakceptowany przez innych. Jedynym powodem dla którego Henry się z tobą trzymał, to z braku kobiet ryzykujących wchodzenia do lasów. Nie mógł ryzykować nad utratą jednego ze swoich członków, a jednak...wciąż rozważał nad pozbyciem się ciebie,- splunął.

-To nie prawda!- wykrzyknął Cole, tak rozwścieczony, że aktualnie bałam się co był w stanie zrobić.

-Chcesz wiedzieć jakie były ostatnie słowa Henrego?- drażnił Jason unosząc brew.

-Ten, kawał, szumowiny!- dokończył.

Nozdrza Cole rozszerzały się z każdym słowem, pięści zaciskały, po czym wydał z siebie niskie warknięcie. -To jest to o co prosiłeś,- wymamrotał na tyle głośno, abyśmy usłyszeli.

Jego wzrok padł na mnie, a mój żołądek niemile zrobił przewrót myśląc o tym, że wyżyje się na mnie, aby odegrać się na Jason'ie.

Ale zamiast tego odwrócił się i zaczął podchodzić w stronę Jason'a, który potajemnie wyciągał swoje stopy z mankietów.

-Ty,- przerwał w połowie zdania wypuszczając jęk z bólu, gdy Jason podniósł kolano wymierzając go prosto w jego krocze.

Chwycił jedną dłonią za jego koszulkę, tą którą mógł wydostać i uderzył jego głową o ścianę.  Nie czekałam za tym, co potem zrobi, koncentrowałam się jedynie na tym, aby wydostać się z moich kajdanek.

Moje dłonie wyszły z nich tak samo łatwo jak wcześniej, wraz z moimi stopami, a następnie podbiegłam do trzech nieprzytomnych osób leżących na podłodze.

Wyciągnęłam wszystkie chusteczki z ich ust i rzuciłam je gdzieś na drugą stronę pokoju.

Zaczęłam nimi trząść próbując ich wybudzić, ale trudno było się skoncentrować, gdy słyszałam dźwięki uderzeń i wrzasków dochodzących z miejsca, gdzie Jason i Cole się znajdowali.

Zajrzałam tam, a Jason wciąż go kopał. Nie wiedziałam co zrobić z ludźmi na podłodze, nie ważne czego próbowałam, nie wybudzali się.

Dostałam szoku życia, jak Cole opadł na ziemie prawie mnie uderzając i turlając się z dala od Jason'a.

-Ty...- wskazał na mnie ciężko oddychając.

-Ty mała suko, zaplanowałaś to!- wykrzyknął, gdy powoli wstałam.

-Jaz chodź tu szybko, teraz!- krzyknął Jason.

Pobiegłam, aby być bliżej niego, ale Cole pociągnął mnie z powrotem za moje włosy. -O nie, nigdzie nie idziesz,- splunął szarpiąc mnie za włosy tak mocno, że opadłam na podłogę.

-Nieudacznik huh? Pokażę ci jakim nieudacznikiem jestem,- zaszydził spoglądając ponownie na Jason'a.

Moje oczy rozszerzyły się, gdy wszedł na mnie, siadając okrakiem, abym nie mogła się poruszyć, a jego dłonie były mocno zaciśnięte wokół mojej szyi.

-Co do cholery?! Złaź z niej teraz!- Jason ryknął ciągnąc za pozostały mankiet, który był owinięty wokół jego ręki próbując się z niego wydostać.

Łapałam powietrze, jak jego dłonie zacisnęły się wokół mnie jeszcze bardziej. -Zmuś mnie,- zaszydził.

Zmuś mnie.

Te słowa przywołują wspomnienia. I to wcale nie dobre. Wspomnienia z nocy, gdy uciekłam, aby spotkać się z Amelie.

Chciałam je zablokować, ale gdy moje spożywanie tlenu było co raz bardziej ograniczone, zaczęłam czuć się, jakbym miała odlecieć.

Jason krzyczał na niego i szarpał za pozostały mankiet. Ani razu nie przestał, nawet na sekundę.

Ale jak moje oczy niechętnie zaczęły się zamykać, nie mogłam zobaczyć nic innego, poza jej twarzą.

Amelie była w szpitalu ponad tydzień, przez ten czas, nikt z nas nie opuścił jej boku. Zawsze była przy niej jej mama, Danny lub ja.

Ale po czterech dniach okazało się, że lot jej rodziców się przyśpieszy i tak długo, od kiedy samolot nie wylądował na asfalcie, tak długo nie opuścili jej boku, nawet na sekundę.

Ale tego wieczoru oboje pracowali i nie było nikogo, kto mógł z nią zostać. Więc wzięłam to na siebie i poszłam ją odwiedzić, tak czy inaczej chciałam trochę pobyć z nią sam na sam.

Była prawie 21:00 jak dotarłam pod szpital. Nawet nie musiałam się tłumaczyć; znali mnie już i robili to dla mnie.

Pobiegłam do windy i udałam się w drogę do jej pokoju. Wtargnęłam bez pukania, ale od razu poczułam się źle, kiedy prawie dostała zawału.

-Przepraszam, nie chciałam cię przestraszyć,- szepnęłam, po czym ponownie zrelaksowała się w małym szpitalnym łóżku.

Powoli ruszyłam do krzesła, ale zatrzymałam się na chwilę, jak usłyszałam jej głos.

-Myślałam, że to oni,-

Powolnie ściągnęłam z ramienia torebkę i usiadłam, -Co masz na myśli 'oni'?- zapytałam

-Nie mogę ci powiedzieć,- odpowiedziała cicho.

-Dlaczego nie?- zakwestionowałam.

-Po prostu nie mogę,- wzięła głębokie wdechy zamykając oczy.

-Co masz na myśli, że nie możesz? Dlaczego nie moż-

-Bo nie! Ok? Oni patrzą Jazlyn! Zawsze to robią!- wyrzuciła z siebie, a następnie łzy zaczęły spływać po jej policzkach.

Rozejrzałam się instynktownie wokół siebie, ale nie widziałam nikogo, więc obróciłam się w jej stronę.

Położyłam swoją dłoń na jej szepcząc przeprosiny, aby się uspokoiła. Jeśli by tego nie zrobiła to mogliby mnie stąd wyrzucić.

-Okej okej, rozumiem...- uciszyłam ją siedząc teraz na brzegu jej łóżka.

-Ja po prostu... chcę wiedzieć co się tobie stało...- powiedziałam ostrożnie.

Nic nie da rady zrobić, jeśli się nie otworzy. Ta cała sprawa nie może pójść w niepamięć i nie mogłam na to pozwolić, jeśli jest to związane z moją jedyną kuzynką.

Nie rozumiałam tego, o czym mówiła...Ponownie rozejrzałam się po pokoju...nikogo nie było.

Nawet odwróciłam się za siebie, było tam duże okno, które pozwala tobie zajrzeć do pokoju z korytarza, nic poza tym.

-Przepraszam,- odezwała się przerywając niesamowitą ciszę, która zapadła między nami.

-Słuchaj,- westchnęłam.

-Nie musisz mi mówić kim oni są...po prostu...proszę powiedz mi co się stało,- niemal błagałam.

-Jestem twoją kuzynką i jesteś dla mnie jak najlepsza przyjaciółka. Możesz mi powiedzieć wszystko, pamiętasz? I te pojeby nie mogą się zezłościć, jeśli nie wypowiesz ich imion, czyż nie? Mam na myśli, możesz mówisz o kimkolwiek, o ile mi wiadomo,- nacisnęłam.

Zachichotała lekko, ale poważny wyraz wciąż się znajdował, po czym trąciłam ją w ramię.

Wzięła głęboki oddech i skinęła, -Ok,- szepnęła.

Ścisnęłam jej dłoń i pomogłam jej wstać. Wyglądała niepewnie, ale nie zamierzam pozwolić jej opaść tak łatwo.

To co następnie usłyszałam sprawiło, że marzyłam, abym nigdy o to nie zapytała.



~*~*~*~*

hejka naklejka tu ja, tak jak obiecałam :)
Julia w końcu dała oznaki życia, więc mam nadzieję, że już wszystko będzie okej, a jeśli nie to ja przetłumaczę jakiś rozdział więcej, nie ma problemu :D
ten taki króciutki bo to jest takie dopełnienie, w następnym będzie się coś działo i będzie już dłuższy.
a tak btw to jadę w sobotę na Tygę i tak bardzo nie mogę się doczekać sdsdgsds może na zdjęcie się załapie, trzymajcie kciuki

no to do zobaczenia w 57 rozdziale :)

36 komentarzy:

  1. Mega *.*
    Dzięki za rozdzial. :*

    OdpowiedzUsuń
  2. czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  3. czekam następny :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda,ze taki krotki:(
    Czekam na naatepny!:)

    OdpowiedzUsuń
  5. super <3 nie mogę się doczekać kolejnego <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdzial mimo ze krotki to nadal supcio*-* zazdroszcze ci ze jedziesz na Tyge, tez bardzo chcialam jechac ;c nie pozostaje mi nic innego jak zyczyc ci milej zabawy! Ily xx

    OdpowiedzUsuń
  7. Czekam na następny!

    OdpowiedzUsuń
  8. umieram z ciekawości ^^

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale genialny rozdział tylko troszkę krótki
    Mam nadzieję że Jaz bedzie żyła i że Jason się wydostanie z tych kajdanek
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział :*
    @daria_222

    OdpowiedzUsuń
  10. O mój Boże ��

    OdpowiedzUsuń
  11. Super :) czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  12. O mój Boże! Tak bardzo jestem ciekawa co będzie dalej! Czy Jazlyn i Justin się wydostaną.. Co się stało w tym szpitalu... Kto to są ci ONI...
    Świetny rozdział jak zawsze. Nie mogę doczekać się kolejnego ❤

    OdpowiedzUsuń
  13. Troche idzie sie pogubic w tym opowiadaniu,zauwazylam ze jeden watek sie nie zgadza,ale moze to ja sie pomylilam, idk
    Czekam na nastepny:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Jestem 21 komentarzem, czekam na rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  15. No więc tak zarwałam noc, bo nie mogłam się od tego oderwać, ale to nic xd
    To jest świetne i nie mogę doczekać sie nn <3

    OdpowiedzUsuń
  16. Kocham!
    Kiedy next?

    OdpowiedzUsuń
  17. O matko *.* ten Cole jest nienormalny, ale i glupi xd czekam na nastepny!

    OdpowiedzUsuń
  18. cudowny! <3 te emocje.. ;x czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  19. Kochana kiedy można się spodziewać rozdziału? To tłumaczenie będzie jeszcze kontynuowane? Pls odpowiedz

    OdpowiedzUsuń
  20. http://whatdoyoumeanjbff.blogspot.com/ zapraszam! :*

    OdpowiedzUsuń
  21. Świetny zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Hej hej kiedy 57:((( zaraz 2016 rokkk

    OdpowiedzUsuń
  23. Czekam już 5 miesięcy 😒😒😒

    OdpowiedzUsuń

Followers