sobota, 9 maja 2015

53. How to pick a lock

 czytasz = komentujesz 
przeczytajcie notkę!!!!

[Jazlyn’s POV]

-Po śniadaniu, byliśmy na korytarzu i szliśmy do naszych pokoi, ale zatrzymał mnie i powiedział mi, że ma mi coś do powiedzenia, wyznał, że mnie lubi i zanim miałam jakąkolwiek szanse do odpowiedzi, pocałował mnie!-

Wyrzuciłam to wszystko z siebie z ponaddźwiękową prędkością, na koniec biorąc głęboki oddech skupiając wzrok na teraz oszołomionym Jason'ie.

Był moment ciszy, gdzie nic nie mogło być zauważone ani usłyszane oprócz podśmiewającego się Cole'a.

I wtedy było tak, jakby czas znowu zaczął lecieć i Jason wybuchnął śmiechem.

-Wiedziałem! Wiedziałem, że ta cipa czuła coś do ciebie od momentu, kiedy go zobaczyłem,- zaśmiał się Jason, głośniej niż wcześniej, o ile było to możliwe i teraz była moja kolej, aby być oszołomioną.

Spodziewałam się od niego, że już nigdy nie będzie chciał ze mną rozmawiać, ale nie tego.

-To nie powinno się wydarzyć! Widziałem, jak całowali się na korytarzu, czy to nic dla ciebie nie znaczy?- fuknął Cole z oburzeniem.

Jason przeniósł wzrok, po czym spojrzał prosto w moje oczy. -Oddałaś pocałunek?- zapytał cicho, ale mogłam poczuć delikatne domaganie się odpowiedzi pod jego wyrazem twarzy.

-Nie, odepchnęłam go i odszedł, zanim miałam okazję zareagować,- powiedziałam wprost, bez wahania.

Obserwowałam, jak oczy Jason'a zaświeciły się, a potem oblała je fala ulgi. Jedną rzecz, którą znam o Jason'ie jest taka, że nie potrafi kłamać w oczach.

Gdy chciałam prawdy, po prostu patrzyłam w jego piękne, miodowe kule, które mogły sprawić, aby każda dziewczyna wymiękła i znajdowałam w nich każdą odpowiedź.

-No cóż, nie, nie ma to najmniejszego znaczenia,- uśmiechnął się lekko do mnie, a następnie przemienił swój delikatny uśmiech w chytry uśmieszek, gdy spojrzał na Cole'a.

-Wiesz co?- stwierdził Cole, z frustracji rzucając rękoma w powietrze. -Nic już mnie nie obchodzi. Powiedz mi gdzie jest twoja rodzina albo ja,- przerwał nagle, gdy jego telefon zaczął dzwonić.

Wypuszczając głośny jęk z irytacji, odebrał.

-Czego?!- warknął do słuchawki.

-Mówiłem, że dam ci twoje rzeczy teraz, więc spierdalaj,- krzyknął.

-Ty co? .... Nie waż się!... Jeśli to zrobisz, to nic nie dostaniesz....Nie obchodzi mnie to, że jesteś zdesperowany!....Nie!,-

Zmarszczyłam brwi zastanawiając się z kim rozmawiał. O ile mi wiadomo to pracuje sam. I z moją tylko częściowo słyszaną konwersacją, nie miałam pojęcia, kto to mógł być.

-Głupi skurwysyn,- mruknął zakończając rozmowę.

-Wygląda na to, że Tyler nie jest tak skłonny do współpracy, jak się spodziewałem. Myślę, że będzie po prostu musiał nauczyć się na własnej skórze, co się dzieję, kiedy ktoś mnie denerwuje,- powiedział głośno, patrząc wprost na mnie.

-Nie wychodźcie nigdzie.....*zaczął otwierać drzwi*.....oh chwila,- przerwał, gdy doszedł do wniosku, że nie mogliśmy się ruszyć, następnie spoglądnął na nas wychodząc, aby zamknąć za sobą drzwi.

Wyśmiałam go przewracając oczami.

-Śpieszę się, więc zostawię to bez komentarza,- splunął zatrzaskując za sobą drzwi.


-Jason,- zaczęłam półgłosem, ale przerwano mi.

-Zabiję go!- mruknął.

Wzięłam głęboki oddech przed odpowiedzią. -Którego?- spytałam potulnie, wiedząc rację przez jego wcześniejsze zachowanie.

-Obojga,- warknął w odpowiedzi.

-Powiedziałaś mu o nas, racja?- zapytał zaciskając pięści.

-Tak,- wyszeptałam.

-Tak, dokładnie, a ten mały skurwiel nadal się nad tobą znęca!- splunął podczas, kiedy gniew promieniował od niego.

-Może, myślał, że nie przyjdziesz-

-WCIĄŻ SIĘ NAD TOBĄ ZNĘCA!- krzyknął przerywając mi w połowie i sprawiając, że wzdrygnęłam się.

Mocno zacisnęłam powieki skłonna, aby to wszystko przerwać.

-Dlaczego mi nie powiedziałaś,- rzucił.

-Przepraszam,- pisnęłam prawie co słyszalnie.

-Aw kurwa, nie Jaz, nie musisz przepraszać, to nie twoja wina,- powiedział o wiele ciszej niż przedtem, jego głos był prawie kojący.

-Nienawidzę, kiedy się kłócimy,- wyszeptałam.

-Kochanie, otwórz oczy,- poprosił.

Otworzyłam je, ale przerzuciłam swój wzrok na podłogę.

-Spójrz na mnie,- wyszeptał, ale zignorowałam go.

-Spójrz na mnie,- powiedział głośniej.

Wzięłam nierówny oddech, a po chwili moje oczy spotkały jego.

-Wydostaniemy się stąd,- powiedział szczerze.

-Co jeśli-

-Wydostaniemy się stąd okej?- powtórzył, wciąż utrzymując kontakt wzrokowy.

-Okej,- odetchnęłam, pokonana.

-Dlaczego....- zaczęłam niepewnie, -Dlaczego nie powiedziałeś tego, gdy Cole był w pomieszczeniu?-

 Spojrzał na mnie, jakbym właśnie powiedziała, coś niedorzecznego.

-I pozwolić mu myśleć, że wygra? Jego celem było zniszczenie naszej więzi. Uwierz mi; używałem tego wcześniej na członkach gangu. Działa za każdym razem. Po prostu pokazywałem mu, że przegra. Kocham cię Jaz i nigdy się to nie zmieni,-

Ponownie spojrzałam w inną stronę ukrywając prawie niewidoczny uśmiech. Czasami jest taki uroczy, że aż boli.

Nagle jego głowa poderwała się do góry, jakby właśnie o czymś pomyślał.


[Jason’s POV]

Chwila...podniosłem do góry głowę, gdy coś sobie uświadomiłem. Coś, co miałem nadzieję, że było prawdą i prawie zaśmiałem się na to, jak żałosny był Cole.

Stalowe mankiety, które przytrzymywały mnie przy ścianie, były jedyną rzeczą, która mnie trzymała.

Wszyscy wiemy, że Jazlyn jest o wiele mniejsza ode mnie, więc jeśli to, co utrzymuje ją przy ścianie jest tego samego rozmiaru co moje, to nie powinna mieć żadnego problemu przed wysunięciem się z nich.

Spojrzałem na dół, na jej buty....choć to będzie problemem; musi je zdjąć.

-Jason?- jej delikatny głos w jakiś sposób przywrócił mnie z moich głębokich myśli, następnie zwróciłem swoją uwagę na nią.

Nawet teraz była definicją piękna, czy mogła to zobaczyć w sobie czy nie.

Biegnąc wzrokiem po jej rozciętej koszulce sprawiło to, że po raz kolejny moja krew zagotowała się ze złości.

-O czym myślisz?- wyszeptała, jakby Cole miał z powrotem wparować tutaj w każdej chwili.

-O tobie,- stwierdziłem bezwstydnie obserwując, jak jej oczy poszerzyły się.

-Nie tak, jak zboczeniec,- zachichotałem, na co się zarumieniła odwracając wzrok.

-Tak naprawdę to zastanawiałem się, czy te wszystkie metalowe mankiety są tej samej wielkości,- powiedziałem, chłodno wpatrując się w nie.

-Dlaczego to takie ważne?- zmarszczyła twarz uroczo łącząc brwi w zmieszaniu.

Ok, czy ja, Jason McCann, właśnie użyłem słowa 'uroczo' w zdaniu?

Co się ze mną dzieje ... wow ta dziewczyna owinęła mnie wokół swojego małego palca. I śmieszne jest to, że nawet mnie to nie obchodzi!

Jestem pewny, że ta dziewczyna jest najlepszą rzeczą, która mi się przydarzyła i jest to czymś o czym zwykle NIGDY bym nie pomyślał.

Nagle zdałem sobie sprawę, że nie odpowiedziałem na jej pytanie....cóż, kurwa, weź się w garść Jason!

-Jesteś ode mnie mniejsza, spróbuj zobaczyć czy możesz wyślizgnąć swoje dłonie,-

Jej twarz natychmiast przeobraziła się w stan alarmowy.

-Nie mogę tego zrobić! Co jeśli nie będę mogła włożyć ich z powrotem po tym, jak je wyciągnę i co jeśli on tu wróci i mnie zobaczy? I nie mogę przecisnąć swoich stóp, moje buty są za duże, o boże co przyszło mi do głowy, kiedy je kupowałam, dlaczego po prostu nie-

-Po prostu mi zaufaj, proszę,- przerwałem jej.

Wzięła głęboki wdech uspokajając się przez spojrzeniem na mnie błagającymi oczami.

-Jaz nie mogę już dłużej nie być blisko ciebie, proszę zrób to dla mnie?-

Musiała mi zaufać. Wiedziałem, że już to zrobiła, ale musiała zaufać mi, że chcę ochronić ją przed tym kutasem.

-Ok,- wyszeptała, co mi ulżyło, po czym zaczęła robić to, co jej powiedziałem.

Skuliła swoje ręce do jak najmniejszej postaci, jak tylko mogła i zaczęła je wykręcać. Tak, jak podejrzewałem, wydostały się.

-Okej, teraz wyjmij stopy z butów,- nakazałem, szczęśliwy, że wszystko do tej pory wychodziło zgodnie z planem.

Zrobiła to, co jej powiedziałem i z lekkim wysiłkiem wydostała z nich swoje stopy.

Stała nieruchomo rozglądając się po pomieszczeniu, a po chwili jej wzrok padł na mnie, po czym pobiegła w moim kierunku.

-Dlaczego wcześniej mi tego nie powiedziałeś?!- krzyknęła pół szeptem chwytając moją twarz w swoje dłonie.

Odwróciłem swoją głowę całując je obydwie zanim odpowiedziałem. -Skarbie serio....z Cole'm tutaj?-  zapytałem podnosząc brew.

-Masz rację,- spojrzała na dół uznając, jaką rację miałem.

-Podejdź,- wyszeptałem wskazując jej palcem.

Wyglądało na to, że wiedziała już czego chciałem, więc oblizała swoje spierzchnięte usta przed zamaskowaniem moich własnych.

Pobiegła dłonią przez moje włosy, każdy z nas wkładał całe nasze uczucie do pocałunku. Ale wtedy zaczęła ciągnąć za moją dolną wargę i życzyłem, abym nie był teraz związany.

-Wiesz, że doprowadzasz mnie do szaleństwa,- warknąłem.

-Wiem,- uśmiechnęła się, odsuwając.

-Okej, nie mogę już dłużej wytrzymać, muszę wydostać się z tego. Podejdź do stolika i zobacz, czy nie ma tam jakiś kluczy,- powiedziałam jej.

Skinęła lecz skuliła się, gdy zauważyła puszki z farbami wciąż stojące na stole. -Wszystko w po-

-Wszystko okej, po prostu poszukaj kluczy,- przerwałem jej pośpiesznie, Cole pewnie wróci tu wkrótce i wolałbym nie mieć ich już na sobie do tego czasu.

Zdała sobie sprawę z mojej pilności i poszła porozglądać się. Delikatnie przesunęła puszki z farbami podczas, gdy przeszukiwała blat.

Nie musiałem nawet pytać, czy znalazła cokolwiek, jej grymas powiedział całą historię.

-Ok, ok to nie ma znaczenia....- uspokoiłem ją. -Widzisz jakieś druty?- zapytałem.

-Cóż, są spinacze, liczy się?- odpowiedziała lekko niepewna.

Moja twarz rozjaśniła się. -Tak! Przynieś tu jednego,- powiedziałem szybko; Nie wiedziałem ile zamków otworzę za pomocą jednego, prostego spinacza.

Podbiegła z powrotem, patrząc na mnie wyczekująco.

-Okej, chcę abyś wyprostowała go,- powiedziałem, a ona to zrobiła.

-Świetnie, teraz umieść to w zamku i wepchnij,- rozkazałem.

-Najdalej, jak to możliwe?- zapytała, na co skinąłem.

Ten idiota miał tylko jeden klucz, który otwierał wszystko w całym pomieszczeniu. Cóż, bynajmniej wszystko z mojej strony. Tam, gdzie Jazlyn była przykuta miał oddzielną blokadę.

Mentalnie przewróciłem oczami na to, jak żałosny był.

Gdy zauważyłem, że zrobiła to o co prosiłem, kontynuowałem dalej. -Po prostu  poruszaj tym w przód i w tył, aż poczujesz zapadkę,-

Przez sekundę spojrzała na mnie w zmieszaniu. -Przepraszam. Co?- zapytała.

-Jest to mały okrąg w środku do którego wkłada się klucze,- zaśmiałem się lekko. To było naprawdę urocze widząc, jak mocno się koncentruje.

-Jak tylko usłyszysz, że zapadka się poruszyła, od razu zegnij to w stronę zapięcia, ale upewnij się, że spinacz wciąż znajduję się w zamku, podczas gdy będziesz to robiła,- powiedziałem wolno, aby mogła zrozumieć wszystko dokładnie, ponieważ była to najważniejsza część.

Przygryzła wargę poruszając spinaczem, kiedy nagle szeroki uśmiech pojawił się na jej twarzy powodując, że jej policzki naturalnie zabłyszczały ze szczęścia.

-Udało się!- wykrzyknęła patrząc na mnie.

-Świetnie! teraz złap zapięcie i ciągnij w prawo dopóki się nie otworzy,- powiedziałem, dalej ją zachęcając.

Niemal natychmiast przerzuciła wzrok na zamek i zaczęła robić to, co jej powiedziałem. To było to, co w niej kochałem, lubiła się wygłupiać, ale wiedziała kiedy być poważną.

Ciągle poruszała kawałkiem drutu w zamku, aż oboje usłyszeliśmy kliknięcie i moje ograniczone ruchy zostały uwolnione.

Wydostałem swoje nadgarstki i potarłem je strzepując z siebie kurz. Moje rany kłute zaskakująco nie bolały, człowieku ten koleś nie umie niczego robić dobrze.

Prychnąłem na samą myśl.

Chciałem się odwrócić, ale zanim mogłem to zrobić poczułem smukłe ramiona owinięte wokół mojej szyi.

Pociągnąłem ją do siebie wdychając jej niepowtarzalny zapach. Usiadłem razem z nią tuląc ją w swoich ramionach i potarłem jej plecy.

Usłyszałem jej ciche westchnięcie. Wyglądało na to, że wiedziała tak samo jak ja, że nie potrwa to długo. Jak tylko Cole wróci będę musiał podjąć działania.

Ze smutnymi oczami powędrowała dłonią po moich przecięciach. -Muszę to oczyścić,- stwierdziła wstając.

-Nie!- chwyciłem jej dłoń powstrzymując ją od odejścia.

-Jeśli to zrobisz to domyśli się, że udało nam się wydostać. Musimy przypiąć się z powrotem do ściany,-

[Jazlyn’s POV]

-Co? Właśnie spędziliśmy cały ten czas na uwolnieniu się, dlaczego znowu chcesz to zrobić?- zapłakałam w totalnym niedowierzaniu.

-To jest część planu kochanie. Nie zapniemy ich do końca, tylko tak aby wyglądały na zapięte. Ten skurwysyn przeszedł granice, kiedy cię dotknął. Gdy go wezmę, chcę, aby było to z zaskoczenia,- powiedział niskim głosem zaciskając pięści na samą myśl.

Nasze głowy poderwały się w kierunku drzwi, jak usłyszeliśmy kroki dochodzące z innego pokoju.

-Szybko,- syknął biegnąc z powrotem do swoich mankietów. Udałam się za nim i ostrożnie je zamknęłam tak, aby całkowicie ich nie zablokować, z kolei podbiegłam do swojej strony.

-Jazlyn, puszki z farbą,- krzyknął, gdy oboje zdaliśmy sobie sprawę, że wciąż były na podłodze.

Umieściłam je na swoim miejscu i zatrzymałam się przed swoimi mankietami. Co jeśli nie założę ich na czas?

-Po prostu wsuń swoje dłonie i stopy z powrotem,- namówił.

Zacisnęłam dłonie i na szczęście przeszły przez nie tak szybo, jak wyszły.

Była walka, aby przełożyć swoje stopy i włożyć je do butów, zaczęłam panikować, ponieważ dźwięk kroków zaczął się zbliżać.

-Nie słuchaj kroków,- szepnął uspokajająco, jakby czytał mi w myślach.

Przełknęłam gule w gardle patrząc w kierunku drzwi, a następnie na moje stopy. Dawaj, dawaj... tak! Niemal krzyknęłam na głos, gdy ponownie udało mi się przełożyć swoje stopy.

Pomimo tego, że Jason brał teraz przewagę, nie mogłam temu pomóc, ale poczułam jak strach oblał mnie, a bicie mojego serca przyspieszyło, po kilku sekundach klamka przekręciła się.

-Oh i Jaz...- zaczął niepewnie Jason.

-Kiedy zapyta cię o adres.....odpowiedz mu,-

_______________________________________________

hej #strangers! :D, więc może na początek się przedstawię tak krótko, jestem Kinia, od dzisiaj będę współpracować z Julką, co dwie głowy to nie jedna, więc rozdziały będą się pojawiać szybciej! Pod jednym warunkiem - komentować!
może ktoś mnie kojarzy, może nie http://tlumaczenie-jbff-weakness.blogspot.com/ < zapraszam

jakiś kontakt?
twitter: bestieber
ask: http://ask.fm/avonstime

Mam nadzieję, że spodoba Wam się moje tłumaczenie :)
to tyle chyba, papa :D

37 komentarzy:

  1. Oby wszystko poszło zgodnie z planem!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jezu oni sa biedni, szkoda mi ich tyle już przeszli
    Mam nadzieję że plan pójdzie dobrze i wszystko się uda
    Z niecierpliwoscią czekam na kolejny rozdział :D
    @daria_222

    OdpowiedzUsuń
  3. kocham to! świetnie przetłumaczone do następnego xx

    OdpowiedzUsuń
  4. wkoncu nowy rozdział! czekam na kolejny ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Hahajausudvr wow kocham go czekm na następny

    OdpowiedzUsuń
  6. Swietny rozdzial!!! Czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ok. więc zaczęłam czytać po bardzo długiej przerwie. Podoba mi się tak samo i postaram się być na bieżąco c:

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak zawsze świetny. Czekam na następny. xx

    OdpowiedzUsuń
  9. O losie dajcie szybciej ten rozdział, bo nie mogę się doczekać *-*

    OdpowiedzUsuń
  10. super kiedy następny?

    OdpowiedzUsuń
  11. Ciesze się że w końcu dodałaś. Świetnie, że teraz rozdziały będą częściej. Jeżeli wszystko pójdzie po ich myśli Jason zaatakuje Cola z zaskoczenia. Ciekawe jak będzie wyglądać jego twarz. Czekam na kolejny xx

    OdpowiedzUsuń
  12. Mega rozdział, czekam na nn :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jejku juz sie nie moge doczekac co sie dalej wydarzy :) najlepsze ff ever i mowie calkiem powaznie!

    OdpowiedzUsuń
  14. Ciesze sie ze powracacie. Uwielbiam to ff i nie moge sie doczekac kolejnego rozdzialu x

    OdpowiedzUsuń
  15. Miejsce, gdzie ciche słowa chowane przed wszystkimi, w końcu mogą być wypowiedziane.
    http://silent-words-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. Jest gites czekam na kolejny :-D

    OdpowiedzUsuń
  17. Zajebiste opowiadanie,tylko za rzasko dodajesz nowe rozdzialy :( czekam z niecierpliwoscia

    OdpowiedzUsuń
  18. ej no weź dodawaj cyklicznie bo już dwa tygodnie nie było nowego ... prosimy O.O

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie mogę się doczekać nowego rozdziału chyba nie wytrzymam!!! ♡♡ kocham cie za to ze to tłumaczysz

    OdpowiedzUsuń
  20. Ciekawa jestem czy Jason i Jaz będą mieć kiedyś spokój od tego ciągłego porwaniaXD

    OdpowiedzUsuń
  21. Serio jestem ciekawa czy tym razem uda im się uciec... i zastanawiam się czy nikt ich nie szuka z tego ośrodka

    OdpowiedzUsuń
  22. Dalej Jason zabij gniota!!!!

    OdpowiedzUsuń
  23. Jeju i co dalej !? Wiem ze masz swoje życie prywatne i nie zamierzam w nie ingerować ale kochanie my tu szału dostajemy nie wiedząc co dalej ;) to jest świetne ty tez jesteś świetna bardzo doceniam to co robisz :) tłumaczenie tak samo jak i pisanie własnej historii musi sprawiać przyjemność autorce jak i tłumaczaczej dlatego czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy z nadzieją ze nie masz dość. . Pozdrawiam mam nadzieje do szybkiego ( 2 czytania od początku i jestem na bieżąco jejj ) :* :* :*

    OdpowiedzUsuń
  24. Cudowny rozdział! Czekam niecierpliwie na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  25. Supe!! Czekam ba dalszy ich los

    OdpowiedzUsuń
  26. Długo jeszcze będziemy czekać na next? No nie trzymaj nas tak w niepewności! :D

    OdpowiedzUsuń
  27. Świetny rozdział! Mam nadzieję, że z każdym kolejnym rozdziałem będzie coraz więcej akcji. ;) Z niecierpliwością czekam na następny. x /@bizzlessmile

    OdpowiedzUsuń
  28. Jakie emocje
    I love It!!! <33

    OdpowiedzUsuń

Followers