piątek, 22 stycznia 2016

56. Amelie

 Opowiadanie zostało dodane na wattpad, więc jeżeli lepiej Wam się tam czyta; serdecznie zapraszam. DONT TALK TO STRANGERS WATTPAD

[Jason's P.O.V]

Muszę temu zaprzestać! On wyduszał z niej całe życie!

Musiałem uspokoić i skupić się na wydostaniu się z tego, ale nie mogłem i wiedziałem, że to było to, czego on chciał.

Mój wzrok rzucił się w kierunku podłogi, gdy usłyszałem kogoś ruch. Ktoś się budził. Zmrużyłem oczy, wpatrując się bliżej, aby spróbować rozszyfrować do kogo należał.

To była Amelie... znaczy, Vanessa! Tak, o nią chodziło.

Jeny, to jest jak deja vu! Jestem pewny, że przyprowadził dziewczynę wyglądającą jak Amelie po to tylko, by jeszcze bardziej mnie torturować. Tak jakby chciał mnie wysłać z mojego umysłu czy coś.

To było dla mnie jedno z najgorszych momentów w moim życiu. Moment, w którym naprawdę sięgnąłbym dna i wolał tu nie wrócić.

Mogłem zobaczyć jaki zły byłem, w porównaniu do tego jak inny jestem dzisiaj. Jakie były szanse, aby okazało się, że była to kuzynka Jazlyn? Oczywiście, takie gówna zdarzają się tylko mnie!

Zagwizdałem próbując złapać jej uwagę. Nie zrobiła nic oprócz jęknięcia i przeturlania się na bok lekko drżąc.

Jęknąłem w środku, szybko zwracając swój wzrok na Jazlyn. Moje oczy rozszerzyły się, kiedy zauważyłem jej bladą twarz, była o krok od omdlenia.

-Jaz!- krzyknąłem.

-Trzymaj się kochanie, dla mnie okej?- błagałem, po czym mocno szturchnąłem tą dziewczynę Vanesse swoją stopą mając nadzieję, że kompletnie ją obudzę.

Z początku usiadła, co pozwoliło mi ją dosięgnąć swoimi związanymi dłońmi.

Szarpnąłem ją w moim kierunku, nie, nie mam czasu, aby być delikatny podczas, gdy moja dziewczyna leży na podłodze będąc duszona do śmierci.

Szybko przycisnąłem dłoń do jej ust. -Ciii, nic nie mów,- wyszeptałem kiwając głową w stronę Cole'a i Jazlyn.

Spojrzała z powrotem w moją stronę w zrozumieniu, dzięki czemu poluźniłem swój ucisk.

-Weź tą puszkę ze stołu i uderz go w głowę,- syknąłem pod nosem.

-Ale co jeśli..- zaczęła, ale jej przerwałem.

-Po prostu to zrób!- wyszeptałem.

Podeszła do stolika i chwyciła puszkę z farbą swoimi drżącymi dłońmi.

Vanessa uniosła swoje ręce nad głową, gotowa do uderzenia, a Jazlyn była tak nieobecna, że nie zauważyła nawet co się wokół niej dzieje.

[Jazlyn's P.O.V]

Chciałam zablokować swoje wspomnienia, ale one ciągle powracały.Miałam zamiar na nowo przeżyć to co się stało, czy tego chciałam czy nie, więc przestałam z nimi walczyć i uległam.

-To się s-stało tuż za rogiem przed samochodem. Poszłam na skróty mając nadzieję, że sz-szybciej dostanę się do schronienia...- zaczęła drżącym głosem. Następnie ciężko przełknęła gulę w gardle.

Nie doszła nawet do momentu, gdzie cokolwiek się stało, a już miała problemy z kontynuowaniem.

Oglądała się dookoła siebie co dwie sekundy, jakby ktoś tu był i muszę przyznać, że również zaczynało mnie to denerwować.

-Ja..umm...zobaczyłam kogoś i pomyślałam, że mogłabym zapytać ich o pomoc. Ale kiedy to zrobiłam....facet....po prostu tam stał i się we mnie wpatrywał. Zaczynało mnie to przerażać, więc spróbowałam odejść. Prawdę mówiąc nie wyszło....- dokończyła patrząc w dół, jej głos był praktycznie niczym szept.

-Czy on....- zaczęłam najbardziej delikatnie jak mogłam.

-Zgwałcił mnie? Tak,- dokończyła moje zdanie i byłam zaskoczona jak otwarcie to powiedziała.

-Myślałam, że jak zacznę krzyczeć tak głośno, jak tylko mogę to ktoś mi pomoże. Okazało się, że nie za dużo ludzi zaryzykowałoby krzywdą, aby sprawdzić skąd pochodził hałas.-

Przełknęłam ślinę patrząc na podłogę. Poczucie winy, które teraz czułam było przytłaczające.

Wiesz co robiłam w tym momencie, gdy oni ją gwałcili? Słuchałam muzyki.

Dźwięk bardziej zagłuszył jej krzyki.

Podniosłam ponownie wzrok zdając sobie sprawę, że się nie odezwała. Było tak, jakby rozważała nad tym, czy powinna kontynuować, czy nie.

-Był tam..- zaczęła, ale nagle zatrzymała się.

-Nie mogę,- szepnęła zakrywając usta dłonią, po czym jej oczy zaczęły się nawadniać.

-Wiem, że wpadną w szał. Powiedzieli mi, abym nikomu o tym nie mówiła!- jej ramiona zatrzęsły się, więc wzięła dłoń ze swoich ust, aby je uścisnąć.

-Kto im powie? Nie będą wiedzieć. To będzie nasz mały sekret, obiecuje,- namawiałam.

Nie mogłam znieść widząc ją tak rozdartą, i nie wiedzieć nawet, jaki ukrywał się za tym powód. Jej dolna warga drgnęła, gdy o tym pomyślała.

Rozglądając się po raz kolejny, wzięła głęboki wdech ciężko go wydychając.

-Był tam jeszcze inny mężczyzna. Krzyczałam, kiedy pojawił się kolejny. Zaczęłam wołać o pomoc, ale nie zrobił nic. Wydawał się być w pośpiechu, ciągle spoglądał na swój zegarek, a następnie na miejsce w którym stałam. Błagałam go o pomoc, ale nawet się nie poruszył, po prostu stał i patrzył. Miałam wrażenie, jakby z jakiegoś powodu się niecierpliwił, nie mam pojęcia jakiego. Potem krzyknął do faceta, który leżał na mnie, aby ze mnie zszedł. Myślałam, że próbował mi pomóc, ale wyszło na to, że nie. Musiał gdzieś być, ale to co ten mężczyzna mi robił, zatrzymywało go od tego. Facet, który nade mną górował odmówił temu, drugi powiedział, że ma po prostu wziąć mnie ze sobą. I zrobił to. Wrzucili mnie na tyły furgonetki i odjechali. Moje ubrania wciąż był gdzieś w śniegu i nawet nie wzięli pod uwagę tego, aby je wziąć, więc marzłam.-

Wzdrygnęła się na wspomnienie podczas, gdy ja się na nią gapiłam.

Po krótkim czasie powiedziała mi, jak została wrzucona do piwnicy bez niczego do jedzenia i picia.

Następnie opowiedziała, jak facet, który zgwałcił ją w alejce kontynuował to każdej nocy.

Ale nigdy nie widziała tego drugiego kolesia, który początkowo myślała, że jej pomoże. Aż do pewnego dnia, gdy musieli przenieść ją na górę.

Ale nie zrobili tego, dla dobrego powodu.

Zaczęło brakować im pieniędzy na zaopatrzenie, które potrzebowali. Więc, aby uzyskać pieniądze zamierzali ją sprzedać.

-Czekaj, czekaj, stop. Wybacz, ale to zaczyna być mylące. Skąd mam wiedzieć, który facet co robi, skoro każdego z nich nazywasz "facetem"?- powiedziałam.

Spojrzała wahająco, jakby naprawdę nie powinna wygadać więcej informacji niż dotychczas.

-Cóż....ten facet...który mnie zgwałcił...- skrzywiła się na wspomnienie.

-Był o wiele starszy ode mnie. Ale ten drugi, który powiedział temu starszemu, aby po prostu mnie wziął ze sobą, był około mojego wieku...- dokończyła nerwowo.

-Okej, więc będziemy nazywać ich "starszy facet" i "młodszy facet"- uśmiechnęłam się delikatnie do siebie, zadowolona ze swojego dokonania.

Ale potem przypomniało mi się dlaczego to robiłyśmy w pierwszej kolejności, więc mój uśmieszek natychmiast zmalał.

-Okej....więc, zostałam zabrana na górę przez starszego faceta, wciąż bez żadnych ubrań na sobie. Pierwszą rzeczą, którą zauważyłam było ciepło, gdzie w piwnicy nie było o nim mowy. Po czym zostałam wepchnięta do pokoju, aby zostać przebadana przez.....siedmiu mężczyzn. Oni.....proszę nie każ mi o tym mówić,- jęknęła odrywając ode mnie wzrok.

-Dobrze, nie musisz mówić...- wyszeptałam sympatycznie. Domyślam co się stało.

-Więc, po tym jak.....zrobili to co zrobili...powiedzieli, że nie chcą mnie kupić, ponieważ wyglądałam na zbyt niedożywioną. Po chwili młodszy facet zaczął się pruć do starszego o to, że mnie nie nakarmił. Ale potem zauważył siniaki na moim ciele i zapytał tych kolesi, czy zrobili coś ze mną. Odpowiedzieli, że tak, bo nie kupili by niczego bez wcześniejszego przetestowania.-

Bawiła się palcami na swoich kolanach, po kilku sekundach odzywając się.

Opowiedziała mi o tym, jak rzeczy wymknęły się spod kontroli, po tym gdy mężczyźni przyznali się co jej zrobili.

Tych dwóch, którzy ją porwali, nie myśleli, że będzie to dla nich sprawiedliwe, jeśli oni będą mogli tak po prostu użyć jej za darmo.

Zarządzili, aby ci mężczyźni im zapłacili. Ale oni odmówili i nagle pistolety poszły w ruch.

Ten młodszy facet zepchnął ją z drogi i nie za bardzo wiedziała dlaczego to zrobił. Pomyślała, że było to prawdopodobnie w celu ochrony ich inwestycji, i pewnie tak było.

Krótko mówiąc, mężczyźni, którzy odmówili zapłaty skończyli sześć metrów pod ziemią.

Ten młodszy musiał karmić ją codziennie, ponieważ starszy odmówił pomimo tego, że nie będą w stanie jej sprzedać dopóki nie będzie wyglądać wystarczająco zdrowo.

-Ze starszym zawsze była rutyna. Jadł, szedł spać, wychodził....i wracał każdego wieczoru o 19. Za każdym razem, kiedy słyszałam dźwięk klucza w zamku, marzyłam, aby się zwinąć w kłębek i umrzeć. 19:00 była godziną, w której przychodził aby odetchnąć od stresu. Wyładowywał całą swoją wściekłość, a następnie chciał uprawiać seks...ze mną,-

Dotarła dopiero do połowy swojej historii, a już obie płakałyśmy.

Przysunęłam się bliżej do niej na szpitalnym łóżku.

I teraz nie jestem pewna, czy chcę, żeby dokończyła.

[Jason's P.O.V]

Dłonie Vanessy strasznie drżały, miałem wrażenie, że upuści tą puszkę tu i teraz.

-Zrób to teraz!- szepnąłem wściekle, gdy spojrzała na mnie z zawahaniem.

Zamknęła swoje oczy i w tym momencie uderzyła go w głowę. Westchnąłem z ulgą, gdy jego ucisk poluźnił się na szyi Jazlyn i opadł na bok.

Natychmiast zaczęła dyszeć i bełkotać odzyskując cały tlen, który został odebrany z jej płuc.

Moje westchnienie ulgi było krótkie, bo zobaczyłem jak Cole łapie się z głowę i idzie ponownie w jej kierunku.

-Ame- Vanessa!- krzyknąłem szeptem szybko się poprawiając.

Stary, to naprawdę gra z moim umysłem. Dlaczego ta dziewczyna musi wyglądać dokładnie tak samo jak ona?

Zobaczyłem wyraz twarzy Jazlyn, kiedy imię jej kuzynki zostało wspomniane; jeśli kiedykolwiek dowiedziałaby się co zrobiłem, już nigdy by się do mnie nie odezwała.

Wtedy byłem brutalny i bezlitosny.

To było mniej więcej w tym momencie, gdy zostawiliśmy gdzieś Marię i obiecałem sobie wtedy, że mój atak świadomości już się nie powtórzy, ale przez to nie wiedziałem, że stanę się jeszcze większym bałaganem niż byłem dotychczas.

[Jazlyn's P.O.V]

Poczułam, jak ucisk na mojej szyi poluźnił się, a następnie zniknął. Natychmiast zaczęłam niekontrolowanie kaszleć i bełkotać.

Nie mogłam się powstrzymać, próbowałam brać głębokie wdechy, aby się uspokoić, ale to nie pomagało.

Czułam pochłaniające mnie zmęczenie i nie miałam pojęcia co się wokół mnie dzieje.

Miałam wrażenie, jakbym była pod wodą przez naprawdę długi czas, dni, miesiące, nawet lata i po prostu wynurzyłam się teraz po powietrze.

Kątem oka zauważyłam nerwowo wycofującą się dziewczynę.

Amelie?! Nie....Vanessa, to było jej imię, co nie.

Nie, to jest Amelie.....nie to Vanessa, Amelie, Vanessa, Amelie, Vanessa!

Jęknęłam głośno na moją psychiczną argumentację, którą miałam w głowie. Moje myśli znowu powróciły do tamtej nocy.

Pół godziny później, wciąż z nią siedziałam; nie ważne, jak bardzo się starałam, nie chciała powiedzieć już ani słowa.

Robiło się późno i w każdym momencie mógł wejść doktor, aby powiedzieć, żebym szła wkrótce do domu. Tylko najbliższym pozwalano zostawać na noc.

-Proszę, Amelie,- błagałam ją.

Raz słyszałam o tym, że kiedy ludzie rozmawiają o swoich problemach, to momentalnie czują się lepiej.

Oblizała swoje spierzchnięte usta, po czym ponownie zaczęła mówić.

-Ten młodszy, zawsze był dla mnie dziwnie miły. Oczekiwałam, że będzie tak samo okropny jak ten starszy, ale on nigdy mnie nie dotknął. Dał..dał mi ubrania, abym nie zmarzła...karmił mnie....i czasami nawet zabierał na dwór. Był jedyną osobą, która była dla mnie trochę miła i nie mogłam nic na to poradzić, ale....zakochałam się w nim,- opuściła wzrok ze wstydu.

-Czasami, kiedy wybiła 19:00 i starszy facet wrócił.... zabierał mnie na zewnątrz tylko po to, abym była z dala od tego miejsca i zaprowadzał mnie z powrotem z chwilą, gdy był pewny, że ten straszy odleciał w wyniku spożytych drinków. Naprawdę myślałam, że się o mnie troszczył, Jaz. Aż nadszedł dzień, w którym zostaliśmy sami w domu i próbował zrobić jakikolwiek ruch w moją stronę, nie odmówiłam mu, ponieważ nie chciałam, aby przestał być tą miłą osobą, bałam się. Ale powiedział mi, że mnie kocha i nie zrobiłby nic, aby mnie skrzywdzić. Więc zgodziłam się, kochałam się z nim.-

Dlaczego to zrobiła? A tak na marginesie, gdzie jest teraz ten tak zwany 'świetny facet'?

Zmarszczyłam na nią brwi, nie chciałam powiedzieć niczego, co mogłoby ją urazić, więc dałam jej znak, aby kontynuowała.

Pociągnęła nosem, a po chwili zauważyłam, jak kilka bezpańskich łez wypłynęło z jej oczu. I właśnie wtedy poczułam, jak moje serce dla niej pękało.

-Po tej nocy wszystko się zmieniło. Przestał ze mną rozmawiać, nie chciał już ze mną przebywać, praktycznie zostawił mnie dla starszego faceta. Jeśli zauważył, że płakałam to śmiał się i kręcił głową, po czym odchodził. Było ze mną coś nie tak? Stanęłam przed nim raz i chciał, abym już nigdy tego nie robiła,-

Jej głos zaczął drżeć, od tej pory w pełni szlochała. Ciężko było ją zrozumieć.

Mocniej owinęłam swoje ramiona wokół niej, uciszając ją.

-Po-powiedział, ż-że nigdy mu na mnie nie zależało...potrzebował po prostu dobrego pieprzenia, więc udawał. Oznajmił mi, abym potraktowała to jako karę za bycie zbyt niedożywioną do sprzedania. Powiedział, ż-że nie gwałcił ludzi, ponieważ było to nudne i zdecydowanie zbyt proste. I że woli spra-sprawiać, aby ludzie myśleli, że tego chcą, bo to było śmieszne widząc ich reakcję, k-kiedy dowiedzieli się, że nic z tego nie było prawdziwe. Potem przekazał mi, że jedynym powodem dla którego trzymał mnie z dala od starszego kolesia było to, że chciał, abym była "uprzejma i dobra" na jego kolej...- poruszyła ramionami, a szloch wstrząsnął jej ciałem.

O mój boże. Kto mógłby zrobić coś takiego? Jeżeli byłby tu teraz, to bym mu przyłożyła.

Zacisnęłam pięści w momencie, gdy poczułam, jak staje się coraz bardziej wkurwiona na fakt, że ten człowiek nadal tam gdzieś jest i robi, to samo z innymi dziewczynami.

-Po tym wszystkim powiedział mi, abym się rozebrała. Nie chciałam tego zrobić, co go rozwścieczyło, więc mnie uderzył. Rzucał we mnie ciosy jeden po drugim, błagałam go, żeby przestał, ale tylko się zaśmiał i powiedział 'zmuś mnie', a następnie uderzył mnie dziesięć razy mocniej. Zatem nauczyłam się po prostu brać to na siebie. Jeśli się zastanawiasz się, co chciał zrobić z moimi ciuchami to chciał je spalić. Oznajmił, że były to konsekwencję za odzywanie się do niego, kiedy wyraźnie nie chciał ze mną rozmawiać. I od tamtej pory nie miał nic wspólnego ze mną, jedynym jego kontaktem było bicie lub krzyczenie na mnie,-

Teraz już nie miała czym płakać, tylko wpatrywała się w przestrzeń, jakby była kompletnie nieobecna.

Przełknęłam gule w gardle, a potem potrząsnęłam nią lekko. Przywróciło ją to do rzeczywistości, lecz wciąż wyglądała na totalnie rozbitą.

-Cóż...tak wyglądało przez większość czasu, gdy z nimi przebywałam. Każdego dnia była powtórka z poprzedniego, co spowodowało, że straciłam poczucie czasu,- wymamrotała delikatnie, jakby było w transie.

-Spójrz na tą dobrą stronę, wróciłaś!- próbowałam.

Spróbowałabym czegokolwiek, co tylko podniosło by ją delikatnie na duchu.

-Choć nic już nie będzie takie same,- wyszeptała.

-Nigdy mnie nie zostawią na dobre. Zawsze obserwują,- zadrżała.

Poczułam, jak kilka kolejnych łez wyciekło z moich oczu na fakt, że nigdy nie będę w stanie pojąć, co miała na myśli przez to stwierdzenie.

-Przynajmniej żyjesz,- szturchnęłam ją lekko; w tej chwili starałam się z całych sił być optymistyczna.

-Już dawno umarłam,- wychrypiała kręcąc głową.

-Nie ma już po co żyć,-

To stwierdzenie mnie zdenerwowało. Pragnęłam odnaleźć tych ludzi i rozerwać ich na strzępy, jeden za drugim, nawet więzienie nie byłoby dla nich wystarczającą karą.

Chcę, aby dostali karę śmierci i to ja pragnę być ich egzekutorem.

Silna fala determinacji naszła na mnie i w porywie chwili powiedziałam to. - Powiedz mi kim oni są!- wyrzuciłam z siebie.

-C-co?- wyjąkała.

-Powiedz mi ich imiona,- warknęłam.

-Wiesz, że nie mogę,- wyjaśniła.

-Proszę,- powiedziałam ciszej niż wcześniej.

-Proszę, po prostu powiedz kim oni są, nikomu nie powiem skąd wzięłam tą informacje!-  błagałam ją.

-Wybacz, ale to jest jedyna rzecz, o której nie mogę Ci powiedzieć....- zamknęła oczy, odwracając głowę.

-Po prostu mi je szepnij, nikomu nie powiem, przysięgam,- powiedziałam ściszonym głosem.

Nie ma mowy, że dotrzymam tej obietnicy, wygadam je tak szybko jak dostanę ich imiona. Umieszczę ich w więzieniu, jeśli miałaby być to ostatnia rzecz, którą zrobię.

-Okej....- wymamrotała.

Co? Czy ona naprawdę ma zamiar mi je powiedzieć? Nie powiedziałam nic bojąc się, że zmieni zdanie.

-To byli A...,- nagle zatrzymała się, a następnie spojrzała w górę przez co się wzdrygnęła.

Jej oczy się rozszerzyły, po czym zakryła usta swoją dłonią w tym samym czasie kręcąc głową.

Obróciłam się, aby zobaczyć gdzie prowadzi jej wzrok i zobaczyłam osobę odchodzącą od okna.

Ponownie spojrzałam na Amelie, jej twarz zamieniła się w śmiertelny odcień bieli. Czy to był.....jeden z nich? Lub mój umysł po prostu płatał mi figle?

Znaczy, to mógł być każdy.....prawda?

Moment później, przyszła pani doktor, aby powiedzieć mi, że muszę już iść, ponieważ godziny odwiedzin już się skończyły.

Oczy Amelie niemożliwie rozszerzyły się jeszcze bardziej, gdy wstałam. Chwyciła za moje ramię, mocno je trzymając.

-N-nie, proszę, nie idź! Zostań tutaj!-

Wyglądało na to, że była w stanie histerii.

-Wiesz, że bym została, ale jeśli teraz nie wyjdę, to mnie stąd wyrzucą. Obiecuję, że jutro tu przyjdę,- uśmiechnęłam się z sympatią.

W ogóle nie chciałam jej zostawiać, lecz takie były przepisy.

-Nie, nie, proszę! Proszę, nie idź! Nie zostawiaj mnie tu samej, nie!- wykrzyknęła zaczynając nadmiernie się napowietrzać.

Pani doktor przybiegła do niej próbując ją uspokoić.

Kiedy nic nie zadziałało, wcisnęła przycisk i ostatecznie słowa Amelie zamieniły się w bełkot, po czym odpłynęła w stan nieprzytomności.

Czy oni właśnie odurzyli moją kuzynkę?

-Przepraszam, że musiałaś to widzieć,- powiedziała delikatnie doktorka.

-Widzisz, bardzo stawiamy na bezpieczeństwo i nie możemy mieć cierpliwości w takich sytuacjach,- wyjaśniła.

Pokręciłam głową, wciąż wściekła na to wszystko co się jej przytrafiło, a po chwili wyszłam na zewnątrz.

Następnego ranka obudziłam się przez płacz mojej matki. Amelie zmarła w nocy.

Wynikało to z tego, że maszyna, która za nią oddychała w "tajemniczy" sposób przestała działać.

Udaliśmy się na jej pogrzeb tydzień po incydencie.

Gdy spojrzałam na jej martwe ciało leżące w trumnie pomyślałam, dlaczego ona? 

*********

Hej! Powracam zwarta i gotowa do dalszego tłumaczenia, moja nieobecność wynikała tylko i wyłącznie z braku sprawnego sprzętu. Jeśli jeszcze jest tu ktoś to prosiłabym o jakikolwiek znak.
Może pierwszy rozdział po dłuższej przerwie nie najlepiej przetłumaczony, ale z następnymi będzie lepiej! Miałam trochę problemów z niektórymi zdaniami, więc mogło być trochę niejasno. /Kinia.

Co myślicie o tym, że Jason znał Amelie?

Dodatkowo, wczoraj (21.01.16) Ja i Kinia pierwszy raz się spotkałyśmy. Dwie tłumaczki, belieberki w jednym miejscu haha. Nawet nie wiecie jakie cudowne uczucie. Poznałyśmy się właśnie przez tłumaczenie opowiadania o Justinie, czujecie to?:D Życzę Wam, żebyście też znaleźli taką osobę, z którą kilometry nie istnieją./Julia

ZGADUJCIE KTÓRA TO KTÓRA, BĘDZIE UBAW :D





Followers