piątek, 29 sierpnia 2014

45. part II "for their own good"

Radzę przeczytać notkę pod rozdziałem!:)
Jeżeli nie pamiętacie to kursywą są pisane wspomnienia, a normalnie aktualny czas w azylu.:)
Miłego czytania.★


Skuliłam się, ponieważ usłyszałam brzęczący dźwięk i miałam nadzieję, że łańcuchy się rozpadły. Na szczęście, moja teoria została dowiedziona prawy, bo spadłam na ziemię.

Nie mogłam poczuć swoich ramion; zgaduję, że to były konsekwencje bycia w tej pozycji. Zaczekaj chwilę..... moje ramiona......wciąż mam moje ramiona!

-Jim! - krzyknęłam

-Whoa! Co? -obrócił się w moim kierunku zaskoczony.

-Wciąż mam swoje ramiona! Nie odciąłeś ich! -wykrzyknęłam w szczęściu.

-Miło wiedzieć, że tak bardzo we mnie uwierzyłaś -strzelił żartem.

Moje uszy stanęły, gdy usłyszałam silnik samochodu. Jim odwrócił się do mnie z poważną ekspresją pokazującą, że też to słyszał- Musimy iść! Załóż to. -rzucił mi moje dżinsy i jego koszulkę, która była teraz postrzegana jako moja, miała ona wielkie rozdarcie na jednej stronie.

Szybko ją zarzuciłam, próbując nie okazać, jak bardzo obolała byłam. Miałam teraz czerwone ślady na moim brzuchu, tam gdzie Cole rzucił we mnie wężem.

-Chodź za mną.- szepnął, ponieważ już skradaliśmy się na piętrze, jak cicho to możliwie. Deska podłogowa zaskrzypiała pod moją stopą i mentalnie się skarciłam.

Usłyszeliśmy jakieś szarpanie,a nasze głowy natychmiast poszły w kierunku, skąd dochodził hałas. Cole był w kuchni i czegoś szukał.

Wolno przeszukałam wzrokiem pokój, szukając miejsca gdzie są drzwi główne. Moje oczy zaświeciły się nieznacznie, gdy stwierdziłam, że zostawił je otwarte.

-On zaraz pewnie będzie znów wychodził. -Jim wymamrotał.

-W takim razie musimy wyjść zanim on to zrobi -broniłam się cicho.

-Co?! -Jim patrzył na mnie tak, jakbym miała 3 głowy.

-Jesteśmy na odludziu i jedyny samochód jakim dysponujemy jest na zewnątrz. Jeśli on go bierze to co wtedy zrobimy? -mówiłam szybko, ale mój głos był ledwie słyszalny.

Po prostu kiwnął głową i wziął pod rękę mnie.- Ok, 1, 2, 3! -wysyczał pod swoim oddechem i zaczął ruszać w drogę wyjścia ciągnąc mnie za nim.

Dalej! dalej! dalej!....myślałam cały czas.

Nie wiem czyja stopa to była, ale ktoś musiał zaczepić się o drut, ponieważ następna rzecz jaką widziałam to to, że wazon pędzi przy niebezpiecznie wysokiej prędkości w kierunku podłogi.

Moja głowa naszprycowała się, ponieważ to zrobiło ogłuszający hałas.-Kurwa- -wymamrotałam- BIEGNIJ! rzuciliśmy się do ucieczki, biegnąc sprintem, jak najlepiej mogliśmy w kierunku otwartego samochodu.

-Szybko! -krzyknęłam.

Proszę powiedz mi, że on potrafi odpalać samochód,bo ja jestem w tym ciemna.

Wydałam z siebie westchnienie ulgi, gdy samochód huknął i zaczął działać. Moja ulga jednakże nie trwała zbyt długo, gdy tylko Cole rzucił się,by otworzyć drzwi i praktycznie wylądował na masce. 

-Jedź!- krzyczałam,gdy wycofał się tyłem na drogę. Cole wskoczył do biegu,by otworzyć drzwi pasażera.

-O kurwa, dalej jedź! - darłam gardło w histerii, kiedy poczułam, że drzwi się otworzyły. Jim trzasnął na pedał, wysyłając samochód szybko do przodu, powodując nagłe wystrzelenie Cole'a w górę.

Puścił swój uchwyt na drzwiach i przewracał się na drodze parę razy, w końcu zatrzymując się.- Znajdę Cię! ty suko i zabiję!-wpadł w gniew rozwalając jego pięść na drodze.

Zamknęłam drzwi uśmiechając się do siebie, ponieważ zostawiliśmy go przeklinającego w kupie kurzu.

-Więc o co chodzi z 'Cole Dungus' jak to ująłeś?- Zapytałam kiedyś byliśmy bezpieczni jakieś 2 lub 3 mil stąd. 

Jim potrząsnął swoją głową wolno.-Jest bezwzględny. Każdą zbrodnię, można myśleć, że ją zrobił ... Nie mogę uwierzyć, że nie zdawałem sobie przedtem sprawy, że to on! On zmienia swój wygląd co kilka miesięcy. I ze wszystkich, on jest kanciarzem!

Śmiałam się cicho na to co Jim mówił. Kanciarz......teraz tak, mogę w to uwierzyć!

On jest drugim, najbardziej poszukiwanym w Północnej Karolinie -Jim kontynuował, wciąż trzymając jego oczy stanowczo na drodze.

-Kto jest pierwszym? -zapytałam dziwnie.

Jim udzielił mi znaczącego spojrzenia i powiedział.- Twój chłopak.

Dyszałam, by to do mnie dotarło.-Skąd wiesz?-zapytałam w końcu.

-Mój dalszy krewny pracuje dla CSI... -spojrzał na mnie.

-Jeśli wiedziałeś, że jest pierwszym poszukiwanym, dlaczego nie wezwałeś kogoś do zabrania go? -odwróciłam się do niego, faktycznie zainteresowana odpowiedzią.

-Bo...-Jim zaczął. Wyglądało to, jakby nie mógł znaleźć odpowiednich słów.

-Bo uważam, że źle go oceniłem -powiedział. To przyniosło mi mały uśmiech, gdy to usłyszałam.

-On jest tylko dzieckiem. I szczerze myślę, że można go zmienić. Zobaczyłem, jak zajął się wszystkimi sprawami i wydaje mi się, że chce dobrze. Dlatego nie zamierzam dać znać każdemu. Jeśli jednak oni go znajdą, nie mogę nic z tym zrobić. Oni dadzą mnie na swojej liście jako współsprawca jeśli to zrobię. -skończył i zamknął na krótko swoje oczy.

Uśmiech zniknął z mojej twarzy, ponieważ zdałam sobie sprawę, że ma rację. Jego oczy podążyły w kierunku moich nadgarstków. Śledziłam jego spojrzenie i zobaczyłam, że moje przecięcia zaczęły czernieć.

-Musimy dać Ci zastrzyk na to -stwierdził i zrobił ostry skręt w kierunku szpitala.

Nie zatrzymaliśmy się długo, prosto, by dostać zastrzyk i wyjść. Byliśmy na swojej drodze do Vegas i nie mogłam powiedzieć co czułam, byłam radosna i podniecona albo zmieszana. Może te wszystkie!

Przypomniałam sobie, że zasnęłam gdzieś po drodze i ujrzałam znajome otoczenie. Bardzo znajome otoczenie...Zmarszczyłam brwi nieznacznie przed strzałem wielkiego uśmiechu na mojej twarzy.

Wróciłam do domu, byłam niemal na swojej ulicy!

Zaczęłam czuć się niespokojna, ponieważ jechaliśmy za dużym wzgórzem. Wzgórzem, gdzie Alex McCann zrzucił mnie w dół.- przełknęłam ślinę i odwróciłam się, gdy wspomnienia powróciły falą. Jim patrzył na mnie pytająco.

-To było tu, gdzie zostałam porwana -szepnąłem.

Jego usta ułożyły się w 'o ' z powodu szoku.

-Gdzie jechać... wiesz do twojego domu? -zapytał półgłosem jakby to była jakaś duża tajemnica.

-Dwa razy w prawo, a potem w lewo -wymamrotałam.

Różnica taka jest teraz, że kiedy zostałam porwana wtedy była noc i nie miałam żadnego pojęcia gdzie byłam, a teraz jest dzień i mogę widzieć dokładnie gdzie jestem.

Otrząsnęłam się ze swoich myśli, ponieważ samochód wjechał na moją ulicę. Prawie nie mogłam powstrzymać kipiącego radosnego podniecenia w środku mnie.

To było tak długie i cała ta rzecz była tak surrealistyczna, spodziewałam się, że się obudzę lada chwila i zdam sobie sprawę, że to było wszystko był właśnie sen.

Może byłem wciąż w piwnicy Cole, naga i mająca halucynacje.....mam nadzieję, że nie.

-10, -powiedziałam, nawiązując do liczby moich drzwi po złapaniu jego pytającego spojrzenia.

Otworzyliśmy drzwi samochodu i wyszliśmy. Szłam na górę po schodach i potulnie zapukałam w drzwi.

-Danny otwórz drzwi! -usłyszałem ryk swojej mamy.

-Ale ja chce do mamusi-usłyszałam, jak zakwiczał z powrotem. Słyszenie jego głosu natychmiast przyniosło uśmiech na mojej twarzy.

-Danny powiedziałem nie! -usłyszałam odpowiedź mojej mamy, ale drzwi otwierają się w każdym razie.

Danny patrzył na mnie zdezorientowany wtedy jego oczy powiększyły się i uśmiech zapalił się na jego maleńkiej twarzy- Jwazlyn! -wrzasnął słodkim malutkim głosem, biegnąc, by przytulić moje nogi.

Śmiałam się nieznacznie po tym jak nazwał mnie Jwazlyn zamiast Jazlyn. Nigdy nie mógł powiedzieć tego jak należy!

-Wzięłam go w górę przytulając go ciasno.? Oh mój o rety Danny, tęskniłam za tobą! tęskniłeś za mną? -gruchałam..

-Tak! -zaćwierkał.

-Gdzie byłaś Jwazlyn? -wymamrotał do mojej szyi.

Zawahałam się przed mówieniem.- musiałam tylko wyjechać na chwilę.... ale to nie ważne, ponieważ teraz wróciłam, -uśmiechnęłam się, czując łzy w moich oczach.

-Kocham cię -zachichotał.

-Też Cię kocham -uśmiechnęłam się w końcu pozwalając łzom spaść.

-Danny co ty...- moja matka wyszła zza rogu z koszem pełnym świeżo upranych ubrań w jej rękach. Jej zdanie zostało skrócone, gdy zobaczyła mnie.

Jej zdrowa twarz zbledła i mrugnęła kilka razy jakby czekając żebym zniknęła.- Cześć mamo -powiedziałam cicho, odstawiając Danny'ego.

Szok dręczył jej ciało i zastygła gdy usłyszała mój głos. Kosz wypadł jej z rąk, powodując, że wszystkie ubrania, które były wewnątrz, wypadły na dywan w pogniecionej stercie.

-Jaz? to ty kochanie? -wyszeptała ze łzami zbierającymi się wokół jej kul.

Kiwnęłam głową biorąc głęboki wdech. -Tak.

Podbiegła do mnie i następnej rzeczy, którą poczułam to łamiący kości uścisk.

To była moja rodzina, pomyślałam uśmiechając się do siebie. Żadna nienawiść, żaden osąd, po prostu niczym niezmącona miłość.

Nie mogłam pomóc ale mogłam czuć, że jakoś czegoś tu brakuje. Ponieważ wszyscy usiedliśmy wokół stołu z mamą proponującą Jim;owi filiżankę herbaty, zdałam sobie sprawę dlaczego poczułam się tak pusta. Tęskniłam za Jasonem.

Półgodzinny później gdy Jim poszedł do domu, a moja matka wysłała Danny'ego na górę, gdy kazała mi usiąść.

Wpatrywała się we mnie poważnie i zrozumiałam, że nie mogła się doczekać, by o cokolwiek zapytać. 

-Co się stało? -mówiła łagodnie, nie histerycznie, ale łagodnie.

Myślałam, że wiedziałam, że wiedząc o jej przeszłości nie mogę jej powiedzieć co mi się przytrafiło, ale nic z tego. A więc powiedziałam jej, każdy najmniejszy szczegół.

Jedyna rzecz, którą pominęłam była faktem, że Cole próbował ją wytropić.  Ona tyle przeszła, ale to nie było tak, że ... ja też próbuje przekonać samą siebie, że wszystko było w porządku. 

Chciałam zrobić wszystko, by zapomnieć.

Na końcu tego, szlochała.- Ja po prostu, jestem tak szczęśliwa, że wróciłaś, nie zostawiaj mnie w ten sposób jeszcze raz! -patrzyła na mnie przez łzę napełniającą  jej oczy, przed wciągnięciem mnie do innego uścisku.

Ostatecznie po godzinach rozmawiania zasnęłyśmy na kanapie.

Przez następne trzy tygodnie bardzo chcę powiedzieć, że rzeczy wracały w końcu do normy. Ale prawda była, że nie wracały.... nie....ani trochę.

Oklepanie to brzmi; moje serce wciąż tęskniło za Jasonem... za jego dotykiem, za uczuciem jego warg na moich, ze względu na brzmienie jego łagodnych słów.

Mogłam mówić i mówić, ale tylko bym siebie torturowała. Wolno doprowadzałam siebie do obłędu. Poczułam się pusto, jakby drugiej części mnie brakowało.

-Niestety dla mnie, nie byłam jedyna, która wiedziała jak się czułam. Moja mama zauważyła mój kłopot. Spróbowała robić te fajne rzeczy, które robią matki z córkami, ale żaden z nich nie był rozwiązaniem.

Jednakże nie wiedziała, że mój problem jest z powodu Jasona, tylko pomyślała, że to jest z powodu co zdarzyło się wcześniej.

W dniu, w którym wróciłam zachęcała mnie, by pójść do psychiatry... Odmówiłam. Nie chciała mnie denerwować więc kontynuowała wszystko, jak zazwyczaj.

Właśnie jedliśmy obiad jednej nocy mój, kiedy mój telefon zadzwonił. To był nieznany numer, więc zignorowałam go i zablokowałam telefon. Ale on dzwonił i dzwonił i tak w końcu z irytacji, przeprosiłam, wyszłam z pokoju i odebrałam.

-Halo? -powiedziałam w znudzonym tonie.

-Cześć Jazlyn, -zimny głos odpowiedział. Moje całe usta wyschły, to był Cole … Cole dzwonił do mnie, Cole mnie znalazł.

-Zostaw mnie w spokoju, -szepnęłam nieznacznie wystraszona. Odłożyłam słuchawkę zanim miał okazję coś powiedzieć.

Oparłam się o ścianę, biorąc głębokie wdechy. Właśnie, kiedy zaczęłam poluźniać chwyt na telefonie, on zadzwonił jeszcze raz. Wzdrygnęłam się niemal upuszczając go, ale drżącym głosem odpowiedziałam.

-Rzuć słuchawkę podczas rozmowy z mną jeszcze raz, a twoja matka zapłaci, gdy Cię znajdę, to samo też będzie dzieckiem. -warknął.

O boże, odnosił się do Danny'ego, mojego 3 letniego brata!

Zachowałem milczenie i kiwnąłem głową chociaż nie mógł mnie zobaczyć. Ale czekaj chwilę, powiedział "gdy Cię znajdę" co oznacza, że jeszcze mnie nie namierzył.

-Wiem, że jesteś w Vegas- powiedział jakby czytając w moich myślach. Przełknęłam uczucie strachu, zaczynając się wszystkim przejmować.

-Proszę nie...-wyszeptałam.

-Zrobię cokolwiek, co chcesz, tylko proszę zostawi ich w spokoju, -błagałam.

Usłyszałem, jak prychnął po drugiej stronie, najwyraźniej lepiej się bawiąc niż ja. - Przepraszam księżniczko, ale nic z tego. 

-Wzięłam nagły wdech, gdy zaczęłam się trząść. -Więc, powiedz mi -zaczął- Jak się masz?

Zmarszczyłam swoje brwi. Dlaczego pytał jak się mam? Wtedy do mnie dotarło co się dzieję i szybko odłożyłam słuchawkę.

Mój telefon zadzwonił jeszcze raz nie więcej niż dwie sekundy później. Z wściekłością nacisnęłam mały,zielony guzik.- Zostaw mnie w spokoju kutasie! -krzyknęłam.

-Whoa, Jaz uspokój się, to ja Jim!-osoba na innej linii powiedziała.

-Przepraszam.- wymamrotałam

-Trzymaj na... o nie, nie mów mi, że doszedł już do ciebie-Jim wpadł w panikę.

-Co? -powiedziałam z zmąceniem w głowie.

-Cole! Gdy policja przybyła wyjechał. Ostatnio, gdy go widzieliśmy był w drodze do Vegas. Jaz, cokolwiek robisz, jeśli on dzwoni do ciebie odłóż słuchawkę! On zamierza spróbować trzymać cię przez telefon wystarczająco długo, by mógł namierzyć gdzie jesteś. -powiedział wszystko na jednym oddechu.

Wiedziałam!

-Muszę iść, nie mam już więcej pieniędzy na automat, ale musisz mnie posłuchać. Zrób wszystko, aby zapewnić im bezpieczeństwo. Bo on się nie zatrzyma ... nigdy nie przestanie, dopóki nie dostanie to, czego chce. I te rzeczy, które chce zazwyczaj nie są ładne, zaufaj mi.

I z tym, przerwało się połączenie. Ja wariuję....., a co jeśli za długo rozmawiałam z Cole'm i już dał sobie radę z odnalezieniem mnie!

Odrzuciłam myśli ze swojej głowy, kiedy trzęsłam się, z myślami co robić. Mój telefon zadzwonił jeszcze raz i krzyknęłam. Łapiąc oddech, odebrałam.

-Mówiłem Ci żebyś nie rzucała słuchawki gdy ze mną rozmawiasz! -Cole krzyknął rozwścieczony.

-Gdy odsłuchasz co zamierzam zro- -nawet nie dokończył jego zdania, ponieważ pod wpływem chwili rzuciłam moim telefonem w ścianę.

Zaczęłam szlochać, gdy zobaczyłam jak roztrzaskuję się na milion kawałków i ostatecznie nie da się go złożyć. Dałam więcej głębokich wdechów i ostatecznie wyprostowałam się.

Starłam swoje łzy więc nikt nie stałby się podejrzliwym i poszłam do mojego pokoju. Gdy tylko zamknęłam drzwi, zaczęłam szybko się pakować. Musiałam ich chronić, a jeśli to jedyny sposób to zgoda.

Zatrzymałem się z tym co robiłam, kiedy moje drzwi cicho się otworzyły. Stała tam moja mama stojąca  z jej ręką na ustach. Wyglądała jakby właśnie miała się załamać.

-Co t-ty robisz? Zrobiłam coś złego? Mogę się zmienić tylko-.

-To nie jest twoja wina mamo -przerwałam jej na nowo, czując jak kaleczę moje i jej serce.

Ona po prostu milczała pociągając nosem lekko. Zastanawiałam się, czy powinnam powiedzieć jej prawdę, czy nie. Zdecydowałem się na nie. Gdyby znała prawdę była bardziej prawdopodobne niż pewna, aby ingerować w to, a nie mogła. Bo to oznaczało, że była bardziej prawdopodobna do doznania okaleczeń.

-Zastanawiałam się o tym co mówiłaś. O pójściu do psychiatry. Chcę to zrobić, ale nie myślę, że jest to wystarczające....- urwałam, by pomyśleć o miejscu, które jest pełnym schronieniem. O miejscu, z którego nikt nie mógł wyjść, ani do niego wejść.

-Mamo chcę pójść do azylu* -stwierdziłam poważnie.

-Azyl? Ale nie masz bzika, więc dlaczego chciałabyś ta-

-Tylko myślę, że to, by było dobre dla mnie. - przerwałam jej jeszcze raz.

-Po prostu.....chcesz dla mnie lepiej, prawda? By rzeczy wróciły na swoje miejsce?-zakwestionowałam zdesperowana, by w jakikolwiek sposób uzyskać jej zgodę.

-No tak, ale... -zaczęła niepewnie.

-Proszę mamo. Potrzebuję tego. My tego potrzebujemy. -błagałam.

-Ja tylko chcę Cię z powrotem. -szeptała.

-Wrócę, zostanę wypisana z tamtego miejsca w okamgnieniu, zdrowsza niż kiedykolwiek. -uśmiechnęłam się, próbując ją zachęcić.

-Jeśli tego naprawdę chcesz.- westchnęła w porażce.

Wydałam z siebie westchnienie ulgi.- Obiecuję, że będę do Ciebie cały czas pisać.- zapewniłam.

-Trzymam Cię za to-zdobyła się na mały uśmiech, wychodząc z pokoju.

-Mamo?

Odwróciła się, patrząc na mnie.

-Kocham cię.-powiedziałam.

-Ja Ciebie też....-szepnęła, a następnie wyszła.

Wydaje mi się, że pomyślała, że pojadę tam następnego ranka, ale nie mogłam. Nie mogłam pozwolić, by coś im się stało. Musiałam iść teraz!

Spędziłam resztę nocy na dole, a wtedy o północy wymknęłam się ze swojego okna. Wyrzuciłam walizkę po czym skoczyłam.

Był to paru piętrowy blok, ale skakałam już, kiedy próbowałam uciec od Jasona i przez ten czas nabrałam trochę doświadczenia.

Nie chciałam ryzykować wejściem do samochodu, bo odgłos silnika pewnie, by ją obudził. Więc szłam, nie obracając się za siebie.

Zdałam sobie sprawę, że to było dla ich własnego dobra.

-I nadal tu jestem, przez ostatnie 6 miesięcy. Tu, w azylu, również boję się wyjść. Czy to nie jest żałosne?-powiedziałam do Tylera.

Nie mogę uwierzyć, że właśnie opowiedziałam mu swoją całą swoją historię! To jest coś o czym nigdy nie pomyślałam, że w ogólę będę w stanie. Ale, ponieważ to zrobiłam czuję, że ogromny ciężar spadł z moich ramion.

Tyler właśnie kontynuował wpatrywanie się we mnie z szerokimi oczami jeszcze nie rejestrując co powiedziałam.

-To wcale nie jest żałosne.-w końcu powiedział.

Miał wyraz twarzy, który pokazał, że teraz wszystko rozumie, aż do sposobu działania, dlaczego to robię. -Masz prawo czuć się tak, jak się czujesz jeśli pytasz....a to co zrobiłaś dla nich...-zaczął odnosić się do mojej rodziny.

-To co dla nich zrobiłaś, było bardzo bohaterskie, moim zdaniem!

Popatrzyłam w górę na niego ze zdumieniem, nigdy wcześniej nie pomyślałam o tym pod tym względem.

Wtedy to zauważyłam, było już rano. Cholera! Jeśli nie dostane się teraz do mojego pokoju zabiją mnie! -Tyler muszę iść,- zawołałam pośpiesznie.

-Nie musisz wrócić do swojego pokoju, możemy iść do kawiarni. Teraz jest czas na śniadanie i tak. -stwierdził.

Kiwnęłam głową zgadzając się i poszliśmy tam razem, to był cud, bo nie zostaliśmy złapani.

Po śniadaniu były godziny odwiedzin. Nigdy nie poszłam na te sesje, to nie tak, że nikt nigdy nie przyszedł mnie zobaczyć.

Powiedziałam mamie żeby nie przychodziła. Bo przyjście tu byłoby stratą czasu.

Ponieważ wracaliśmy w dół korytarza z Tylerem, zatrzymał mnie.

-Jazlyn muszę Ci coś powiedzieć -patrzył na mnie poważnie.

-Co jest?-rzuciłam okiem w górę na niego z ciekawymi oczami.

To trochę potrwało zanim coś powiedział.

-Naprawdę Cię lubię.

Moje oczy powiększyły się, gdy patrzył na mnie z nadzieją. Źle zrozumiał moje uczucia do Jasona albo tylko postanowił nie słuchać tej części.

-Tyler przepraszam, ale...-pochylił się, przerywając mi przez umieszczenie ust mocno na moich.

Stałam tam przez kilka sekund ogłuszona, by się ruszyć, ale to dało mi chwilę, by zrozumieć co się dzieje i zepchnęłam go.

Jego twarz opadła przy odrzuceniu.

Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć pokręcił głową, patrząc na mnie jak zagubiony szczeniak, w końcu zdecydował się i pobiegł mrucząc coś o tym, że wiedział, że to wszystko było zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe.

Ktoś stuknął w moje ramię i obróciłam się szybko,by znaleźć jednego z pracowników. -Przepraszam, że przeszkadzam, ale masz gościa. -uśmiechnęła się, a ja zgodziłam się,by za nią pójść.

Moje serce podeszło mi do gardła,gdy tam szłam. Kto chciałby mieć odwiedzić? To Cole? Znalazł mnie?

-Wejdź tam.-wskazała na drzwi.- I zostawię was dwoje sam na sam - i z tym poszła dalej.

Moje serce waliło nieustanie, gdy weszłam i zamknęłam nieśmiało drzwi.

Osoba stała tyłem do mnie i miała sztucznie wyglądające, czarne włosy.

Zobaczyłam, jak podniosła rękę w górę i szarpnęła za nie. Od początku było wiadome, że to jest peruka.

Osoba odwróciła się i spotkałam się z parą miodowych oczu, które znałam zbyt dobrze.

Mam halucynacje czy naprawdę Jason McCann stoi właśnie przede mną!?

Przebiegając ręką przez jego jedwabiste, brązowe włosy, uśmiechnął się z wyższością.

-Hej skarbie, tęskniłaś za mną?

Myślę, że czuję się słabo.

*azyl- odosobnione miejsce, schronienie dla ludzi ściganych.

***

O BOŻE JASON'S BACK!!!!! 
Wrażenia? ja jestem oniemiała. Dosłownie.

***

A teraz czas na wyjaśnienia. Oprócz tego chciałabym was bardzo serdecznie powitać. Mam na imię Julia.;) Tak, przejęłam to tłumaczenie i zamierzam je dokończyć.
Tłumaczę aktualnie sama. Zrobiłam to dla was, czytelników. Mam nadzieję, że jesteście zadowoleni.:)
Długo czekaliście i należy wam się, serio.

★>Nowy wygląd bloga (Swoją drogą możecie mówić czy wolicie ten czy tamten.) 
★>Menu, w którym mam nadzieję znajdziecie wszystko czego potrzebujecie.
★> Rozdziały nie wiem kiedy będą się pojawiać. Mam nadzieję, że uda mi się wrzucać przetłumaczone raz w tygodniu. Najczęściej w weekendy.
★>Szukam czegoś do czytania więc jeżeli chcecie polecić swoje starania to od tego jest zakładka "inne opowiadania", a nie inna.
★>Mam nadzieję, że znacie zasadę "czytam=komentuję" :)

Oprócz tego musicie wiedzieć, że ja się nie cackam. Znam swoje zadanie, ale jestem człowiekiem, nie robotem i może wyjść sytuacja, że nie dam rady wrzucić na czas rozdziału. Zwłaszcza, że rozdziały są okropnie długie, pełne akcji dzięki czemu się to trudniej tłumaczy, a poza tym zbliża się rok szkolny, zresztą bardzo ważny dla mnie.
Ale nie mówię, że zostaniecie z niczym. Będziecie informowani o tym na moim asku lub twitterze.:)

OKEJ TERAZ MOŻEMY FANGIRLOWAĆ, BO JASON WRÓCIŁ.

Do następnego. Evaine. ★



21 komentarzy:

  1. WRESZCIE POJAWIL SIE JASON DHDVXHDVSHS

    OdpowiedzUsuń
  2. Osdcboiwfbcietogiheocinedok Jason wrócił. Dziękuje ze zaczęłaś tłumaczyć :D @justysia20003

    OdpowiedzUsuń
  3. o moj Boże x dd Dziękuję że zaczęłas tłumaczyć to dla nas (czytelników) bardzo duzo znaczy x dd jestes kochana i cudowna :*** Nie mogę uwierzyć że Jason ja odwiedził :) a co do Taylora podejrzanie mi wyglada xdd nie mogę się doczekać nastepnego :* / Cynus :)

    OdpowiedzUsuń
  4. To jest świetne, tem szablon jest lepszy. Czekam nn!

    OdpowiedzUsuń
  5. Jason wrócił!
    Miło, że zaczęłaś to tłumaczyć.
    No i powodzenia w roku szkolnym haha 😉
    Czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń
  6. OMG Jason wrócił!!!
    Rozdział jest mega!
    Czekam na następny ;)
    @daria_222

    OdpowiedzUsuń
  7. Cieszę się,że ktoś znowu to tłumaczy.
    WOW.
    Jason wrócił, więc będzie się działo 2X więcej.
    Mam nadzieję,że nie porzucisz opowiadania mimo braku czasu. ;)
    Czekam na następne rozdziały :D

    OdpowiedzUsuń
  8. BOZE W KONCU!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. moglabys mnie informowac o nowych roxdzialach? uwielbiam jr! /@MCXANNSLOVER

    OdpowiedzUsuń
  10. Boskie <333 awwww *_____* Jason :)

    OdpowiedzUsuń
  11. W końcu Jason jest adfvgfdsjkslw <3

    OdpowiedzUsuń
  12. aaaaaaaaaaaaa <3

    OdpowiedzUsuń
  13. O moj pieprzony boze ! TAK!! zajebiste daleeeej pls <3

    OdpowiedzUsuń
  14. Nareszcie dodalas boze ndgfhdndjdkskdbxmx

    OdpowiedzUsuń
  15. OMG! BARDZO SIE CIESZE ŻE JEST OSOBA KTÓRA TO TŁUMACZY I ŻE NIE BĘDZIESZ JAK TAMTE TŁUMACZKI RAZ NA PÓŁ ROKU. WIELKI SZACUN :***. ROZDZIAŁ OMG. AWWWWWWW JASCON!!! /MONIA

    OdpowiedzUsuń
  16. Nareszcie Jason!! *.*
    Jak ja się cieszę ,że jest rozdział! Dziękuję! :* i nie mogę doczekać się nexta!! <3

    OdpowiedzUsuń
  17. W koncu wszystko nabiera sensu. Vgfhfsdfhhdft

    OdpowiedzUsuń

Followers